Nasze aukcje wyglądają zupełnie inaczej....

Już niedługo nowy serwis aukcyjny.

Brakuje ci czegoś w Allegro?
Świstak, Subasta i eBay też masz poczucie niedosytu?
Odwiedź nas za jakiś czas a znajdziesz tu nowy serwis aukcyjny.

Sexshop | Sex shop | Finanse Osobiste | Kosmetyki Avon | Kosmetyki Oriflame


Zachodnie serwisy - dlaczego się nie udaje

Od jakiegoś roku chodzi mi po głowie pewna myśl - mała teoria absolutnie-nie-spiskowa. Jako że w ostatnim tygodniu nie spłodziłem weekendowego felietonu - nietypowo, w środku tygodnia, podzielę się nią z Wami.
Trzy lata temu, kiedy eBay wchodził do Polski większość komentatorów spodziewała się ostrej rywalizacji z Allegro. Do niczego takiego nie doszło - wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że eBay wycofał się. Ostatnio, podobną decyzję o zamknięciu polskiego biura podjął MySpace. Pomijając zupełnie inne realia - tu i za oceanem - działania miejscowych klik, które doskonale opanowały umiejętność blokowania konkurencji, oraz wszelkie uwarunkowania społeczne… coś jest nie tak, skoro tyle tęgich głów wykłada się na naszym rynku. Przecież nie jesteśmy aż tak różni od Amerykanów, aby kompletnie odrzucać tamtejsze rozwiązania. A może jesteśmy?
Od weekendu dłubię przy pewnym serwisie, który początkowo miał być stawiany na nowym Wordpressie(*). Przyzwyczaiłem się do starych wersji silnika WP, bliżej związanych z archaicznym B2. Przejście między starymi wersjami WP lub B2 do nowego WP może być dosyć frustrujące. Fakt, istnieje tysiące pluginów, skór, widgetów, które z WP robią pancernik. Tyle że ja potrzebuję prosty mechanizm z banalną powłoką graficzną. Przedłubywanie się przez specyfikację skór, niespójne ze sobą dodatki, formatowanie wyglądu ośmioma plikami CSS… ok Panowie z Wordpressa, to zarąbiście, że wasz pancernik to wszystko potrafi, ale: mnie jest potrzebny prosty silnik bloga!
Wydaje mi się, że podobne frustracje przeżywają polscy użytkownicy wchodzących pancerników takich jak eBay czy MySpace. Setki mechanizmów, tysiące możliwości, funkcjonalność, którą budowano kilka lat. „Ok panowie z eBay, to fajnie, że wasz pancernik ma blogi, sklepy, galerie, aukcje, VERO, dziesiątki tysięcy stron helpa i mechanizmy o jakich w życiu nawet nie marzyłem. Ale ja potrzebuję sprzedać jedną książkę i mam gdzieś czytanie trzytomowego helpa waszego pancernika”. „Panowie z MySpace. Ludzie chcą popisać się swoją żoną, samochodem, wakacjami w Turcji i białymi kozaczkami - mają centralnie w dupie pozostałe funkcje serwisu”.
… gdyby eBay i MySpace wystartował w Polsce w podstawowej funkcjonalności - takiej, jaką posiadał przy starcie w US, być może miałby jakiekolwiek szanse na „przyzwyczajenie” ludzi do swojej mechaniki i powolne wprowadzenie udogodnień. Rzucając na nowy rynek pancernik ze wszystkimi możliwościami - popełniono moim zdaniem błąd. Taka ilość mechanizmów odstrasza. Nikt nie ma najmniejszej ochoty przekopywać się przez grube tomy dokumentacji. A poza wszystkim, … 90% użytkowników używa 10% funkcji.
Allegro na start nie miało nawet opcji Kup Teraz - przez całe lata żyło w oparciu o społeczność fascynatów, którzy uczyli się licytować w najbardziej intuicyjny sposób. Fotka czy NK mają dodawanie zdjęć, fora i kilka opcji społecznościowych - i zabijają pancerniki oglądalnością.

AlleBłąd

W 1996 roku szef IBM Louis Gerstner użył w książce „Who Says Elephants Can’t Dance?” określenia e-Business. Był to - chyba - pierwszy przypadek internetowego rozmnożenia nazwy przez przedrostek. Określenie łatwo wpadało w ucho, przez skojarzenia (choćby z e-mailem) jednoznacznie oddawało sieciowe korzenie pojęcia… Niemal natychmiast pojawiły się pochodne pomysły: e-commerce, e-government i setki innych.
Wielu przedsiębiorców uznało za dobry i - kuriozalnie - oryginalny pomysł zbudowanie nazwy firmy czy produktu w oparciu o ten przedrostek. Faktyczną wartość nazw z „e-” określił rynek… „e-nazwa” jest znacznie tańsza i słabsza od „nazwy”. Przedrostek „e-” dobrze nadaje się do tworzenia rzeczowników pospolitych. Na markę, nazwę - niestety, jest zbyt popularny.
Od 1998 roku Apple Inc. lansuje własny rozmnażający przedrostek. Mamy iMac, iPod, iPhone, iTunes… i całą resztę „iCośtamów”. Apple zainwestowało przeogromne środki w to, aby niemal każdy mieszkaniec planety poznał „iNazwy”. „iBranding” choć niezwykle wydajny handlowo - kosztuje fortunę. To w zasadzie zasadniczy problem z iBrandem: produkty Apple Inc. to w tym momencie wyłącznie kosztowna marketingowa i wzornicza bańka: pod względem technologii, ceny, energochłonności, przyjazności dla środowiska „iProdukty” od lat przegrywają z konkurencją.
Zeszłoroczne inicjatywy AlleWakacje oraz PracaAllegro potwierdziły - w mojej opinii - bezsensowną i szkodliwą dla Allegro praktykę zapoczątkowaną przez serię „otoCośtam” (otoDom i otoMoto). OtoPomysły na brand jako pierwsze zaowocował wysypem obcych serwisów o podobnej nazwie. Poznań nie poradził sobie ze zjawiskiem „otoObcych”. Nikt nie wyciągnął żadnych wniosków, co więcej, zdecydowano o jeszcze bardziej szkodliwym rozmnożeniu marki zasadniczej: Allegro.
„Allegrowatość” nazw nowych serwisów Grupy Allegro, ma być uzasadniona chęcią zarażania nowych przedsięwzięć popularnością „poznańskiej krowy rekordzistki”. Dokładnie to samo założenie przyjmują właściciele inicjatyw nie mający wiele wspólnego z Grupą. W rezultacie, najwyżej co kilkanaście tygodni powstaje kolejny AllePotworek…
AlleBrakInwencji i otoLenistwo moim zdaniem będzie odbijać się czkawką przez całe lata - i dla Allegro, i dla alle-cośtamów. Z perypetii Alleusługi.pl wynika wniosek, że Allegro kompletnie nie potrafi poradzić sobie z niepożądanymi efektami swojej zabawy w wymyślanie nazw…
Jak do tej pory, nikt nie pokusił się o choćby chwilę refleksji, owczy AllePęd trwa. Dziś otrzymałem mailem informację o uruchomieniu serwisu AlleZima.pl. Czy potraficie powiedzieć - na podstawie nazwy - czyje to dzieło?


Zaraz, zaraz… „serwis społeczny”?

Pomoc Allegro:
Osoby powiązane ze sobą w jakikolwiek sposób (np. rodzina, współpracownicy, sąsiedzi, znajomi) nie mogą składać ofert między swoimi kontami. Zakaz dotyczy wszystkich formatów sprzedaży i obowiązuje nawet w przypadku odwołania oferty przez Sprzedającego. Jeśli jesteś właścicielem konta firmowego, poinformuj o tej zasadzie swoich pracowników.
Przy okazji aliansu Allegro z Naszą Klasą powraca stary problem: znajomi/rodzina/pracownicy na aukcjach (przy okazji: o całościowe przedstawienie kłopotu z Allegro-NK i zestawienie wszystkich wątpliwości pokusił się Marcin Opolski w Dzienniku Internautów - polecam lekturze). Sprawa jest jednak znacznie głębsza i myślę, że to dobra chwila, aby ktoś w Allegro zastanowił się nad pewnymi założeniami.
Popatrzmy: wykluczenie udziału w aukcjach „osób powiązanych” ma na celu ochronę kupujących przed ew. podbijaniem ceny przez znajomych/pracowników/rodzinę sprzedawcy, lub nawet jego samego. Wydaje się, że taki zapis jest całkiem uzasadniony i potrzebny - jednak od czasu do czasu pojawia się ALE.
Pierwsze ALE polega na anonimowości aukcjonerów. Potrafię sobie wyobrazić, że ktoś z mojej rodziny, biura czy choćby sąsiad wystawi na aukcji coś, co mnie akurat zainteresuje i co będę chciał kupić. Skąd mam wiedzieć, że pod jakimś-tam nickiem ukryła się „osoba powiązana”? Do momentu, kiedy wszyscy aukcjonerzy nie identyfikują się z imienia i nazwiska, adresu (bo ilu znacie Kowalskich i Nowaków w swoim mieście) itd… nie ma absolutnie żadnej pewności kim jest aukcjoner.
Drugie ALE polega na zwykłym zżyciu się aukcjonerów - poznawaniu na aukcjach nowych osób, nawiązywaniu przyjaźni - czy nawet wiązaniu się w pary. Pewne „grupki znajomych” widać czasami na kafejkach - i jest to naturalne. Czy wszystkich uczestników takich nieformalnych grup znajomości (czy nawet wzajemnej adoracji), którzy wzięli udział w swoich aukcjach należałoby … spacyfikować blokadą konta? Absurd. Co więcej, admini Allegro także mają swoje towarzyskie powiązania - czy ich także należałoby zawiesić?
Trzecie ALE to kwestia „wykrywalności”. Choćby Allegro postawiło datacenter wielkości poznańskiego rynku, nie jest w stanie zbadać wszelkich możliwych powiązań między aukcjonerami. Swobodnie można „podbijać ceny” bez najmniejszych szans wykrycia - wystarczy odrobina sprytu… i znajomi w różnych częściach kraju.
Czwarte ALE to sprawa interesu. Komu faktycznie szkodzi podbijanie aukcji? Licytujący deklarują swoje oferty, a na ich podstawie system wylicza aktualny poziom ceny. Nikt z licytujących (poza adminami, którzy jak wiemy licytują w aukcjach) nie wie jaką kto zadeklarował cenę. „Podbijacz” może wyłącznie zgadywać. Jeśli przebije deklarację poprzedniego uczestnika aukcji - jego oferta ma szansę stać się wiążąca. Jeśli nie przebije deklaracji poprzednika - poprzednik nie zapłaci więcej niż zadeklarował. W rezultacie, kupujący wyda najwyżej tyle, ile zadeklarował, sprzedawca zarobi ew. odrobinę więcej (ryzykując, że będzie musiał pokryć koszta aukcji także w wypadku „wygranej” przez podstawionego znajomego), a serwis zarabia zawsze. KOMU TO SZKODZI?
Biorąc pod uwagę powyższe, 1. sporą niewykrywalność, 2. brak możliwości identyfikacji i 3. brak szkód… wypadałoby zastanowić się, czy zapis Pomocy Allegro, na podstawie którego serwis zawiesza konta użytkownikom nie jest przypadkiem kompletną pomyłką. Albo celową pomyłką, która staje się użyteczna w blokowaniu kont niechcianym osobom.
Moim zdaniem Allegro może zacząć starać się zostać serwisem społecznym dopiero wtedy, kiedy poznańscy admini zrozumieją, że to nie ich sprawa kto kupuje i kto sprzedaje - byleby sprzedawał i płacił opłaty. I nie jest ich rolą szpiegować kto-od-kogo, skoro każdy użytkownik widzi na kartach komentarzy administratorów zakupy wykonane u znajomych, z którymi namiętnie gadają na kafejkach. Skoro są równi i równiejsi - to społeczność jest KLIKĄ, a nie społecznością.

Wirtualna Polska uruchamia serwis zakupów grupowych

Zbierając się w grupy, internauci mogą kupować w sieci towary po niższych, hurtowych cenach. Taką możliwość daje uruchomiony w środę nowy serwis handlowy Wirtualnej Polski - Zakupy grupowe są doskonałą metodą wykorzystania siły Internetu - mówi prezes Wirtualnej Polski Marek Borzestowski. - Dzięki łatwości porozumiewania się przez sieć grupy internautów mogą mieć w przyszłości silną pozycję negocjacyjną wobec producentów.

W środę portal uruchomił specjalny serwis handlowy, który pozwala na kumulację zamówień wielu osób w celu nabycia towaru po atrakcyjnej, hurtowej cenie....

Zakupy grupowe w sieci

Polscy użytkownicy sieci korzystają z nowej możliwości tańszych zakupów przez Internet. Tworzą grupy klientów i kupują większe ilości towaru po niższych cenach. Naszymi gośćmi byli: Cezary Łosko, współtwórca portalu www.inntegro.pl oraz Łukasz Łuczak, współtwórca portalu www.kumulator.pl.

Zakupy grupowe: Jak wytargować zniżki w internecie

Polskim użytkownikom sieci nie wystarczają już niższe ceny, jakie oferują sklepy internetowe. Ich najnowszym pomysłem jest kupowanie grupowe większej ilości towaru, co pozwala na wytargowanie nawet o 30 proc. niższych cen. Można już kupić w ten sposób prawie wszystko - od telefonów i komputerów, przez samochody, aż po mieszkania - pisze DZIENNIK.

Zakupy grupowe

Zakupy grupowe to prosty mechanizm, który umożliwia zakup produktu w atrakcyjnej, zdecydowanie niższej cenie. Z początkiem marca pracownia projektowa MTM STYL wprowadziła tą formę sprzedaży na wybrane projekty oraz aplikacje Wirtualny spacer.

Zakup projektu nie jest decyzją chwili i nie zapada pod wpływem impulsu. Proces zakupu jest długotrwały i składa się z kilku faz: poszukiwanie, porównywanie, konsultowanie, decyzja, zakup. Z doświadczenia wiemy, że Inwestorzy wybierają projekty miesiącami, poświęcając tej decyzji mnóstwo czasu i uwagi – mówi Małgorzata Miłek-Łącka; V-ce Prezes Zarządu MTM STYL.

Zakupy grupowe umożliwiają kupno wybranego projektu przez kilka osób w zdecydowanie niższej cenie. Inwestor może w ten sposób sporo zaoszczędzić, nawet do 720 zł. Mechanizm sprzedaży jest bardzo prosty. Co miesiąc stronie www.domywstylu.pl pojawi się aktualna lista z projektami oraz aplikacjami Wirtualny Spacer wystawionymi do zakupów grupowych. Osoba zainteresowana zakupem produktu z listy powinna ustawić się w kolejkę osób oczekujących na zakup. Po upływie wyznaczonego terminu podanego przy każdym produkcie, konsultant MTM STYL kontaktuje się z osobami z kolejki w celu potwierdzenia chęci dokonania zakupu. Aby dokonać zakupu produktu w atrakcyjnej cenie w kolejce musi ustawić się min. 5 osób, które są zainteresowane danym projektem, np. AMBER.”

Mamy świadomość tego, że potrzeba czasu na to by Inwestorzy zapoznali się i zaakceptowali tą formę zakupu, ale jesteśmy przekonani, że korzyści wynikające z zakupów grupowych przysporzą im wielu zwolenników – dodaje Małgorzata Miłek-Łącka.